27 lipca 2010

Czas pędzący jak dzika świnia

Niby są wakacje, a jakoś tak na nic nie ma czasu. Z jednej strony wynika to pewnie z mojej złej organizacji, chociaż z drugiej – kto chce mieć wszystko sztywno zorganizowane w czasie wolnym? Przecież zepsułoby to cały sens wakacji.

20 lipca 2010

Ten drugi blog


Miałem to zrobić już dawno, ale jakoś nigdy nie było okazji. Ponieważ nie trafiłem na żadne ciekawe strony, to dzisiaj zareklamuję swojego drugiego bloga. Ten drugi blog – bo tak go nazwałem – znacznie różni się od tego, który aktualnie czytasz. Znajdują się na nim teksty, które z różnych powodów nie pasują na tę stronę. Na przykład A CZY TWÓJ KOLEGA PIEŚCIŁ PSA? lub KOLEGA ŻUL. Zmieniłem też trochę plany, co do moich stron. Blog na portalu blox jest pisany bardziej na luzie i to na nim krótkie teksty zamieszczać będę prawie codziennie. Na aleksander.eu planuję natomiast wrzucać dwie – góra trzy notki tygodniowo, przy czym będą one dużo dłuższe, bardziej dopracowane i przemyślane. Tak mi się wydaję. :) Chociaż oczywiście polecam wszystkim oba blogi, to stałych czytelników wolałbym utrzymać na tym obecnym. Ten drugi ma w teorii przyciągnąć nowych czytelników właśnie tutaj. Jeżeli powyższy plan nie wypali i z którejś strony zrezygnuję (chociaż wolałbym nie), to na pewno będzie nią blog na blox.pl.

Podsumowując:
Aleksanderb.eu – długie i dopracowane teksty, 2 – 3 razy w tygodniu.
Aleksanderb.blox.pl – teksty krótsze i o wszystkim. Prawie codziennie.

Tak właśnie należy mnie sobie dawkować. :)


Co do filmowych recenzji, to wszystko pozostaje bez zmian: jedna recenzja na tydzień. Wczoraj na przykład pojawił się tekst dotyczący filmu Wodny świat.

16 lipca 2010

Vision Express


Byłem przedwczoraj z Agulą w Vission Express. Czytelnicy mojego drugiego bloga wiedzą o moich problemach z wiecznie krzywymi okularami*, ale jeżeli ktoś go nie czyta, to powtórzę: mam wiecznie krzywe okulary. Niektórzy słyszą głosy, a inni mają krzywe okulary. Z tego powodu przymierzam się do kupna szkieł kontaktowych. Słyszałem kiedyś, że w salonach VE badanie wzroku jest bezpłatne, więc postanowiłem, że warto by mu się poddać przed zakupem szkieł. Pomijając dzień dobry i inne bajery:
- Można u państwa przebadać wzrok?
- Oczywiście.
- A za ile?
- Sześćdziesiąt złotych.

No nic. Za tyle to mogę pójść do okulisty. Ponieważ jednak spodobały mi się jedne oprawki, zapytałem jeszcze o inną promocję.
- A druga para gratis wciąż jest aktualna?
- Proszę za mną, wytłumaczę panu.
Tutaj zacząłem się zastanawiać – czy ja jestem jakiś opóźniony i nie zrozumiałbym zwykłego tak lub nie, ale grzecznie poszedłem.
- Proszę siadać.
Usiadłem.
- Widzi pan – zaczęła pani z VE – polega to na tym, że jak kupi pan pierwszą parę za – powiedzmy - 340 zł, to w tej cenie [tutaj nastąpiły różne wyliczenia poparte graficznym bazgrołem] otrzymuje pan trzy pary!
-? – zrobiłem pytajnik, gdyż zaskoczyło mnie to stwierdzenie.
- Czyli za cenę jednych okularów są trzy pary? – upewniła się Agatka.
- Tak!
- To ja to sobie przemyśle – odpowiedziałem.

No bo kurczę – na co mi trzy pary, skoro z jednymi jest tyle prostowania?

___________
* - a wiecie dlaczego są krzywe? Bo kiedyś u Asi na grillu ktoś był pijany i rzucił mi piłkę do siatkówki. Nie wiem czy myślał, że złapie ją okiem, ale ponieważ… bawiłem się równie dobrze, to nawet jej nie zobaczyłem.
** - tego bloga tu niedługo zareklamuję. Ale jeszcze nie jestem gotowy. ;-)

13 lipca 2010

12 lipca 2010

Polańskiemu się upiekło, Rodzina Borgiów i nowy tekst na filmowych recenzjach


Roman Polański nie zostanie przekazany Stanom Zjednoczonym. Reżyser został również zwolniony z aresztu domowego. Według mnie - słusznie.

Do najnowszego numeru tygodnika Wprost dołączony jest film Rodzina Borgiów. Cena: 9,90 zł. Filmu jeszcze nie obejrzałem, ale ponieważ akurat czytam książkę o takim samym tytule (autorstwa Mario Puzo), to go zakupiłem. W ramach przypomnienia: Borgia - papież Aleksander VI - był jednym z najbardziej hardcore'owych papieży. Swoim dzieciom zapewnił wysokie pozycje i według niektórych zmuszał je nawet do stosunków seksualnych. Książka napisana jest w podobnym stylu co Ojciec Chrzestny.

W końcu pojawiła się nowa recenzja na filmowe recenzje i już więcej takich zastojów być nie powinno. Teksty będą regularnie wrzucane raz w tygodniu. Najczęściej w poniedziałki. Przyjemnej lektury życzę. :)

Biedna Wirtualna Polska

[zdjęcie ilustrujące tekst]


Wirtualna Polska - portal, który obchodzi właśnie swoje piętnastolecie - zorganizowała konkurs. Krótko mówiąc: chodzi o przygotowanie urodzinowego logo tego portalu. O ile dobrze przeczytałem, to nagrody są trzy: pierwsza i dwie dodatkowe (nie wiem dlaczego nie można ich było po prostu nazwać: pierwsza, druga i trzecia).

Nie wiem jak wy, ale ja uważam, że skoro pierwszą nagrodą jest laptop (wg WP), który tak naprawdę jest netbookiem (wg mnie) o wartości tysiąca trzystu złotych to jakaś kpina ze wszystkich, którzy prześlą swoje projekty. No chyba, że loga zostaną później zjedzone przez kogoś lub niewykorzystane.

11 lipca 2010

Koniec wakacji

[zdjęcie do tekstu]


Takiej przerwy w pisaniu to nie było tutaj od bardzo dawna, ale już się poprawię i od jutra znowu zapraszam do czytania... mnie. :) Komputer wrócił z nowym dyskiem, odpocząłem jak trzeba i będę mógł poszaleć z pisaniem.

3 lipca 2010

Powiatowy urząd pracy

[zdjęcie ilustrujące tekst]


Było to wczoraj. Razem z Kamilem zaszliśmy na moment do urzędu pracy*. Ponieważ po drodze jadłem sernik - Kamil jakoś nie dał się skusić na kawałek tego przepysznego ciasta - prawą rękę miałem upapraną. Nie przejmowałem się jednak, ponieważ w takiej instytucji jak złotoryjski urząd pracy, z pewnością znajduje się łazienka. Są one przecież w każdym urzędzie (przynajmniej tak mi się wtedy wydawało). Rozpoczęliśmy poszukiwania.
- Ja myślę, że ona będzie gdzieś na dole - powiedział Kamil. Popatrzyłem na niego jak na wariata. Każdy przecież wie, że łazienki znajdują się raczej u góry. Wchodzimy więc po schodach, patrzymy w lewo, patrzymy w prawo… W końcu wybieram pierwsze z brzegu drzwi i pukam.
- Przepraszam, mają tu państwo może toaletę?
- Gdzieś na dole proszę poszukać.
- Dziękuję i do widzenia.
- Do widzenia.
Schodzimy na dół. Dodam jednak, że nie był to dół całkowity - czyli piętro ujemne, jak przewidywał Kamil - tylko parter. Idziemy korytarzem i nagle naszym oczom ukazuje się toaleta. Mówię:
- To poczekaj chwilę, tylko umyję ręce.

Wchodzę…
… i zaraz wychodzę.
W łazience nie ma kranu.
Niebyły to taki problem gdyby nie fakt, że wchodząc do niej musiałem pociągnąć za klamkę, żeby sobie otworzyć drzwi. A nie trzeba wcale mieć bujnej wyobraźni, aby sobie wyimaginować, że skoro nie umyłem rąk, to nie zrobili tego też i inni petenci toalety. Skoro każdy z nich dotykał później klamki…
- Stary ja się zaraz porzygam - powiedziałem albo pomyślałem, bo teraz to już nie pamiętam.
Podeszliśmy do pani, która zawsze służy wszystkim cenną rada i zapytałem:
- Przepraszam, czy jest gdzieś u państwa toaleta z kranem?
- Tam na końcu korytarza.
- No… ale taka z kranem - myślę jak to przekazać najprościej - chciałbym ręce umyć.
- To skoro tam nie ma, to nie ma. Bezrobotni ukradli kran i nikt nowego nie założył.
- To dziękuję.
Mieli tam na szczęście kilka różnych, ciekawych ulotek, z których skorzystałem w celu wytarcia rąk, ale tych wszystkich bakterii z klamki to pozbyłem się dopiero u Kamila w domu. Doszedłem jeszcze do wniosku, że jaka łazienka, taki urząd.

Na koniec trzy słowa i dwa wykrzykniki do wszystkich tych, którzy połakomili się na kran:

ZAPOMNIELIŚCIE O KALORYFERZE!!


___________
* - jeżeli ktoś myśli nad założeniem własnej działalności, to powinien chyba w takim miejscu zamieszkać. Tak byłoby najprościej.

Wejdziesz we mnie?

[zdjęcie do tekstu]


Stałem ostatnio z Tomkiem na przystanku autobusowym i podziwialiśmy profile niektórych osób na Facebooku.
- A wejdziesz we mnie? - głośno zapytałem, mając na myśli swój profil.
Siedząca obok zakonnica nawet nie spojrzała w naszą stronę.
- Nie, nie wejdę.

Właściwie to by było dzisiaj na tyle. Pochwalę się jeszcze, że zostałem studentem i wreszcie będę mógł skończyć jakieś studia uczciwie (od początku do końca), bez rzucenia ich po kilku miesiącach. Byłem dzisiaj dowiedzieć się, co tam słychać z moim dyskiem i muszę przyznać, że niektórzy tną w balona koncertowo... ale o tym innym razem.

Opisywany ostatnio netbook to oczywiście produkt firmy Acer. W tekście znalazł się mały błąd, który już poprawiłem. W każdym razie zdecydowaliśmy się - wspólnie z Agatką - na zakup, toteż pojawi się niedługo jakiś dokładniejszy opis, który pomoże wszystkim niezdecydowanym osobom. Jutro opowiem o mojej dzisiejszej przygodzie w urzędzie pracy. Złotoryjskim urzędzie, bo nie wierzę, żeby w większych miastach takie rzeczy były możliwe. Wpisy też już będą regularnie, gdyż mam wiele do opowiedzenia. Wcześniej też miałem, ale nie było jak pisać. A więc - do jutra!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Najlepsza strona o popkulturze