Podczas ubiegłych wakacji wspomniałem o skąpych zapowiedziach filmu poświęconego The White Stripes (LINK do wpisu). Otóż – film ten jest już w sprzedaży i jak przystało na fanatycznego fana Jacka White'a, nabyć go musiałem. No i nabyłem.
Sam film jest jedynie połową dwupłytowego wydania zatytułowanego: Under Great White Northern Lights. Drugą jego częścią jest płyta audio, zawierająca 16 nagrań, wyselekcjonowanych z całej Kanadyjskiej trasy koncertowej (2007 r.). W tym momencie warto się rozpłynąć...Mimo minimalistycznego składu, Jack i Meg wspaniale radzą sobie w koncertowych wykonaniach, co potwierdzają częste oklaski i okrzyki w niektórych utworach. Już samo Let's Shake Hands otwierające płytę wbija w ziemię. Najpierw spokojny, przywodzący namyśl Irlandię motyw*, który w pewnej chwili zabrudzony zostaje przesterem Jacka. Następnie dołącza Meg... Mniam! Drugim wartym dokładniejszego przesłuchania utworem jest The Union Forever (napisana wspólnie z Pepe Guizar'em). Nawet cover piosenki Jolene, który The White Stripes wykonują lepiej niż jego prawdziwa autorka, na tej płycie... jest jeszcze lepszy! Tego dopiero trzeba posłuchać. Rozpoczynający utwór akord d-mol w wykonaniu Jacka White'a jest przedni. Nowatorsko zagrali również kawałek 300 M.P.H. Torrential Outpour Blues. Ładnie, zgrabnie i lepiej niż na studyjnej płycie. W piosence Blue Orchid w postaci zdartego gardła mamy dowód na to, iż wszystko grane było na żywo. Płytę kończy znane wszystkim Seven Nation Army. Całą płyta jest koncertowa i brudna a dzięki temu też wyjątkowo piękna. Co zrobić, kiedy już kilkukrotnie przesłuchamy owy album? Należy zabrać się za film!
Niepotrzebnie przeczytałem wstęp napisany przez Jima Jarmuscha, ponieważ ciężko mi teraz wymyślić coś swojego. Tak więc w wielkim skrócie: jest to jeden z najlepszych dokumentów muzycznych, jakie miałem okazję obejrzeć. Obraz jest głównie czarno-biało-czerwony. Jack gra na wielu gitarach, Meg zaś na różnych mutacjach perkusji. Raz nawet śpiewa. Fragmenty koncertów przeplatają się z fragmentami rozmów i podróży. Dodatków brak, mamy jedynie wybór ścieżki dźwiękowej – stereo lub surround. Rozczarowuje jedynie brak napisów, chociażby angielskich.
Podsumowując - wydanie to warto nabyć, zwłaszcza jeżeli ktoś chce mieć na jednym krążku zebrane najlepsze hity The White Stripes.
ocena: Aleksander
(czyli 8/10 ;)
* - przynajmniej mi.
