30 marca 2010

Słów kilka o tym jak wydobrzewywuję oraz recenzja płyty Under Great White Northern Lights zespołu The White Stripes.

Pomału dochodzę do siebie takiego, jakim jestem zazwyczaj. Już nawet spadła mi gorączka (chociaż jeszcze nie całkiem). Zajadam się antybiotykiem, popijam syropem z cebuli który to upędziła mi moja ukochana i łykam różne inne figlarne tabletki. Co w nich figlarnego? Mnogość.

Podczas ubiegłych wakacji wspomniałem o skąpych zapowiedziach filmu poświęconego The White Stripes (LINK do wpisu). Otóż – film ten jest już w sprzedaży i jak przystało na fanatycznego fana Jacka White'a, nabyć go musiałem. No i nabyłem.

Okładka Sam film jest jedynie połową dwupłytowego wydania zatytułowanego: Under Great White Northern Lights. Drugą jego częścią jest płyta audio, zawierająca 16 nagrań, wyselekcjonowanych z całej Kanadyjskiej trasy koncertowej (2007 r.). W tym momencie warto się rozpłynąć...

Mimo minimalistycznego składu, Jack i Meg wspaniale radzą sobie w koncertowych wykonaniach, co potwierdzają częste oklaski i okrzyki w niektórych utworach. Już samo Let's Shake Hands otwierające płytę wbija w ziemię. Najpierw spokojny, przywodzący namyśl Irlandię motyw*, który w pewnej chwili zabrudzony zostaje przesterem Jacka. Następnie dołącza Meg... Mniam! Drugim wartym dokładniejszego przesłuchania utworem jest The Union Forever (napisana wspólnie z Pepe Guizar'em). Nawet cover piosenki Jolene, który The White Stripes wykonują lepiej niż jego prawdziwa autorka, na tej płycie... jest jeszcze lepszy! Tego dopiero trzeba posłuchać. Rozpoczynający utwór akord d-mol w wykonaniu Jacka White'a jest przedni. Nowatorsko zagrali również kawałek 300 M.P.H. Torrential Outpour Blues. Ładnie, zgrabnie i lepiej niż na studyjnej płycie. W piosence Blue Orchid w postaci zdartego gardła mamy dowód na to, iż wszystko grane było na żywo. Płytę kończy znane wszystkim Seven Nation Army. Całą płyta jest koncertowa i brudna a dzięki temu też wyjątkowo piękna. Co zrobić, kiedy już kilkukrotnie przesłuchamy owy album? Należy zabrać się za film!

Niepotrzebnie przeczytałem wstęp napisany przez Jima Jarmuscha, ponieważ ciężko mi teraz wymyślić coś swojego. Tak więc w wielkim skrócie: jest to jeden z najlepszych dokumentów muzycznych, jakie miałem okazję obejrzeć. Obraz jest głównie czarno-biało-czerwony. Jack gra na wielu gitarach, Meg zaś na różnych mutacjach perkusji. Raz nawet śpiewa. Fragmenty koncertów przeplatają się z fragmentami rozmów i podróży. Dodatków brak, mamy jedynie wybór ścieżki dźwiękowej – stereo lub surround. Rozczarowuje jedynie brak napisów, chociażby angielskich.

Podsumowując - wydanie to warto nabyć, zwłaszcza jeżeli ktoś chce mieć na jednym krążku zebrane najlepsze hity The White Stripes.

ocena: Aleksander
(czyli 8/10 ;)


* - przynajmniej mi.

29 marca 2010

Janko Muzykant – superprodukcja kabaretu LIMO, logiczna gra: home sheep home i technopolia.pl, czyli zakładkowy portal.

- mini przegląd internetu 2/2010 -


Janko Muzykant w wykonaniu kabaretu LIMO. Całkiem udany fake "making of".
http://www.youtube.com/watch?v=ISGLd-UYAnc . Uśmiech gwarantowany.

Gier opartych na flashu można znaleźć w internecie istne pierdyliardy, jednak Home sheep home ma w sobie COŚ, dzięki czemu warto w wolnej chwili rozegrać kilka/kilkanaście plansz.
http://flash.shaunthesheep.com/games/homesheephome/homesheephome.swf . Najlepszy jest Shirley :).

Prawie każdemu potrzeby jest sposób na przechowywanie zakładek online. Chociażby po to, by móc korzystać ze swoich ulubionych stron w domu/w pracy/u kolegi/u dziewczyny/u koleżanki/u sąsiadki i w wielu innych, równie ciekawych miejscach. Nie twierdzę że najlepszym, ale na pewno godnym polecenia sposobem jest korzystanie z darmowego portalu:
http://www.technopolia.pl/ . Dzięki temu, będziemy mogli w każdej chwili uzyskać dostęp do swoich ulubionych stron.

24 marca 2010

Gorączkowa niedyspozycja i wspaniały Sumo Paint.

Ponieważ w poniedziałek trafił mnie szlag (pod postacią gorączki, wielkiego bólu gardła i innych nieprzyjemności), chwilowo nie dam rady z pisaniem. Koło weekendu się poprawię. Póki co, mini przegląd internetu i kolejna część opowiadania zostają przesunięte na przyszły tydzień. Tak z innej beczki, to Panadol już mi wchodzi jak tik-taki ;).

Podzielę się jeszcze świetnym programem graficznym, który to niedawno znalazłem. Możliwościami nie ustępuje Paint.NET'owi a uruchamia się go... z przeglądarki. Żadnej instalacji, nic! Program obsługuję warstwy, posiada bogaty pakiet efektów, oryginalne narzędzia do rysowania symboli (polecam np. zabawę narzędziem do tworzenia gwiazdek). O takich oczywistych rzeczach jak możliwość wczytywania i zapisywania nawet nie wspomnę. Zdecydowanie polecam!

Wchodzimy na stronę sumopaint.com i klikamy na niebieski buton z napisem: Open Sumo Paint...

Moja przykładowa (na pałę bo na pałę, ale zawsze coś) praca wykonana tym programem:

Moja przykładowa praca ;)


Na koniec zapraszam do odwiedzenia filmowych recenzji i do zapoznania się z recenzją filmu Nieśmiertelny - LINK , której autorką jest Agatka. Owej Pani stronę też polecam, zwłaszcza, jeżeli ktoś chce zobaczyć wykonane przez nią zdjęcia włókna mięśnia gładkiego:) - LINK.

21 marca 2010

Zamknięcie otoforum.eu.

W ubiegłym tygodniu, z powodu niewielkiego zainteresowania forum „otoforum.eu” zostało zamknięte na czas nieokreślony. Najpewniej na zawsze. Póki co, domeny nikomu nie zamierzamy odstępować, żeby nikt nie postawił na niej jakiegoś warezu. Jeżeli jednak jest ktoś, kto ma jakiś sensowny pomysł na forum, które może bytować pod szyldem otoforum.eu i nie jest on sprzeczny z polskim prawem – bardzo proszę o kontakt.

Ponieważ projekt skracacz adresów powiązany był z istnieniem forum, on także został zawieszony. Mógłbym go teoretycznie przenieść pod swoją domenę, jednak osiemnasto-znakowe url.aleksanderb.eu byłoby trochę za długie i nieporęczne.

Podsumowując:
Otoforum istniało nieprzerwanie niemal przez rok. Mieliśmy około 40 realnych użytkowników, z których w miarę aktywnych było gdzieś z 16-18. Najaktywniejszą osobą był Kamil, któremu za wszelką pomoc dziękuję.

Podczas działania forum przeprowadzone zostały dwa konkursy – jeden z czytnikami kart w ramach nagród (otrzymało je 3 zwycięzców) i drugi, nad którym patronat objął sklep www.zobaczsam.pl. Tutaj nagrodzone zostały dwie osoby: radarqqq i teterw (wygrane koszulki powinny dojść w tym tygodniu). Obaj zaprosili największą liczbę nowych użytkowników. Nagrody dodatkowej nie przyznaliśmy.

Wszystkich ex-użytkowników pozdrawiam!

20 marca 2010

Dobry page rank w wordpress; ciąże młodych mam, czyli komentarz z dedykacją oraz niecodzienne pytanie.

Ostatnia nie dyspozycyjność strony spowodowana była faktem, iż jednak zakupiłem usługę mapowania domeny i wszystko musiało się zaktualizować. Teraz już będzie dobrze a nawet jeszcze lepiej. Mapowanie okazało się niezbędne, gdyż page rank, który to dzięki mojej ciężkiej pracy (jak również dzięki Wam szanowni czytelnicy!) wynosił 3, po zmianie hostingu spadł mi o... 3.

Dwa dni myślałem nad inteligentnym, ironicznym i pełnym humoru komentarzem do pewnego niecodziennego wydarzenia i co nieco spłodziłem :D. Jednakże... Aleksander wredny nie jest, toteż przemyślenia zachowam dla siebie. Użyję tylko NIEODNOSZĄCEJ SIĘ DO NIKOGO metafory:


Ala ma kota. Kota i nie tylko.
Sierotka Ma'rysia, ale ona nie jest w stanie błogosławionym.
Podsumowując: pałka zapałka i moje gratulacje!! *


W ostatni czwartek dostałem na jabberze bardzo oryginalne pytanie. Oryginalne na tyle, że aż je muszę tu zacytować.
„xxx: ty
ja: ?
xxx: myslisz, ze jak jest dobrze, ale nagle sie robi chu****
ja: tak?
xxx: to jak sie chu**** skonczy to bedzie wyje***** dobrze?
ja: prawdopodobnie bo nie ogarniam kontekstu :D
xxx: a to spoko”.




* - jeżeli ten fragment nie ma dla Ciebie drogi czytelniku najmniejszego sensu, oznacza to, iż gratulacje adresowane są do innej osoby.

18 marca 2010

Pan Nikt – rozdział III – 2.

“Pan Nikt”



(pierwszą część rozdziału III znajdziesz TU)


ROZDZIAŁ III – 2
Kukułcze gniazdo


********


- Czyli jednak wyszedł, tak!?
- Jak już powiedziałem, to wcale nie jest takie proste jakby się mogło początkowo wydawać, bowiem w tym miejscu obraz z kamery staje się zamazany.
Właściwie - pomyślał - to nieczęsto zdarza mu się, by jego pacjenci dopuszczali się morderstwa; zaś jeszcze rzadziej ich rodziny reagują na to z taką obojętnością (szczerze mówiąc, był to pierwszy raz).


Wiedział jednak, że kobieta ta nie musi przejmować się martwym wariatem, skoro to ona będzie...
- Panie dyrektorze? Proszę Pana! To co się właściwie stało z tą kamerą?
- Przepraszam, zamyśliłem się. Więc jak już wspomniałem, jest to niecodzienna sytuacja. Co do kamery, to nic się z nią nie stało.
- Przecież sam pan powiedział... - w jej głosie dało się słyszeć wyraźne oznaki znużenia.
- Powiedziałem, że to nie jest takie proste, jakby się mogło z pozoru wydawać. Proszę mieć na uwadze, że to, co zaraz powiem, nie może wyjść po za teren szpitala - w tym momencie ordynator wyciągnął z kieszeni niewielki dyktafon i go wyłączył ("przezorny zawsze ubezpieczony" - rzekł cicho), po czym kontynuował historię.

- Są to tylko i wyłącznie moje spekulację, proszę więc się nimi za bardzo nie sugerować. Tak więc - jak już powiedziałem, pani syn zamordował niemego kolegę i wyraził głośno oczywistą potrzebę opuszczenia zakładu. Z relacji Czarnego - którym z oczywistych powodów nie możemy do końca zawierzyć - wynika, że nagle M. coś usłyszał, po czym momentalnie zbladł i trzęsącym się głosem zaczął wzywać pomocy. Według swojej własnej relacji, Czarny pomyślał po prostu, że syn pani ma jakiś atak czy coś w tym stylu, więc przysunął się do rogu ściany, usiadł i mocno zacisnął powieki. W tedy ponoć - przypominam, że są to czyste spekulacje, oparte na zeznaniach naszego pacjenta - do jego własnych uszów dobiegło...
Ordynator spojrzał na leżący na biurku niewielki, kółkowy notes.
"Piekielne sapanie, jakby ktoś próbował udusić wyścigowego konia" - ciekawe porównanie, nieprawdaż?

Co by nie mówić, w naszym szpitalu pacjenci nie mają dostępu do swoich kart choroby, a o ile wiem, pani syn nie chwalił się raczej swoją przypadłością... logicznie rzecz ujmując, widzę tu dwie możliwości. Pierwsza, choć mało prawdopodobna: czarny "zaraził" się omamami słuchowymi od M., co choć czasami się zdarza - pacjencji nawet "wymieniają się" paranojami - to nigdy nie spotkałem się z przypadkiem, by stało się to w tak krótkim czasie.
- A ta druga możliwość?
- Coś tu musiało się wydarzyć naprawdę. Po tym jak sapanie przybrało na sile, czarny padł na podłogę i z tego co twierdzi (co również zgadza się z moimi obliczeniami) przeleżał na niej jakieś 12-15 minut, ciągle zaciskając przy tym powieki. Kiedy natomiast w końcu je otworzył - pani syna nigdzie w pobliżu nie było, wszystkie drzwi były pootwierane, natomiast kamera... Działała bez zarzutu. To do niej właśnie czarny zaczął wzywać pomocy.

- Teraz, gdy przedstawiłem już przebieg wydarzeń, przyznam, że jest jeszcze coś, o czym powinna pani wiedzieć przed opuszczeniem szpitala.
- Mianowice?
- Proszę podążać za mną. - Mówiąc to, ordynator wstał z fotela i niespiesznie opuścił swój gabinet.
- Jak wcześniej powiedziałem, pani syn miał pozwolenie na trzymanie w swoim pokoju ołówka, gdyż dużo rysował oraz pisał, co moim zdaniem uspokajało jego wewnętrzny głos. Niestety - oprócz tworzenia, ołówka używał również do bazgrania po ścianach.
Nie odpowiedziała. Wiedziała, że gdyby chodziło o zwykłe bazgranie, nie zawracał by jej tym głowy. Przecież co miesiąc płaciła za opiekę zdrowotną syna. Płaciła i to nie mało.

Proszę przodem - ordynator zatrzymał się przed drzwiami, poszukał chwilę klucza w swoich kieszeniach i w końcu znalazłszy go, otworzył nim drzwi.

Weszła do pokoju.
Oniemiała.
Próbowała nie patrzeć na ściany ani na podłogę, próbowała skupić wzrok na starej lampce z żółtym abażurem, która stałą na drewnianym biurku z obitymi gumą kantami.
Nie pomogło.
Próbowała skupić się na łóżku, na wzorku na jego kołdrze. Podeszłą nawet bliżej i gdy wzięła ją do ręki - odskoczyła jak poparzona.
Napisy oprócz ścian i podłogi, pokrywały również prześcieradło. Tyle że te zrobione były krwią.

15 marca 2010

Jak straciłem zainteresowanie Azjatkami, surrealistyczny budynek i geniusz Tarantino.

- mini przegląd internetu 1/2010 -


Od dzisiaj, w poniedziałki (choć nie zawsze) pojawiać się tu będzie swego rodzaju mini przegląd internetu. Raczej śmieszno niż intelektualnie. Należy przy tym pamiętać, że jeżeli już podaję jakieś linki, to są one w 100% bezpieczne. Obiecuję.

Dobry make up działa cuda, o czym można się przekonać oglądając zdjęcia z sesji makijażu białogłowy z tego linka:
http://www.odditycentral.com/pics/the-power-of-make-up.html . Nie ufam więcej Japonkom i Chinkom.

Przykład surrealistycznej zabudowy wolno stojącej dostępny jest tu:
http://farm1.static.flickr.com/159/392976953_736c473e54.jpg . Wprost bombowo. Oraz lustrzano.

A na dokładkę - odpowiedź na pytanie (z przymrużeniem oka, oczywiście), dlaczego nie wszyscy pojmują filmy Tarantino:
http://www.bezbrige.com/index.php/Interesting-Facts/the-iqs-of-famous-people.html
. Siódma osoba od dołu, chociaż powinien być raczej na szczycie tej listy.

Rewers - kolejny udany polski film! Przejrzystość rzeczy Vladimira Nabokova, zimowy ślizg i utalentowany, uliczny perkusista.

Rewers jest kolejnym dobrym, polskim filmem, jaki miałem przyjemność ostatnio obejrzeć. Poprzednim był Dom Zły (otrzymał on ode mnie znak jakości - LINK), który chociaż scenariuszem i reżyserią przewyższa Rewers, to ustępuje mu pod względem jakości wykonania. Oba jednak śmiało polecam.

Biorę się pomału za Przejrzystość rzeczy Nabokova, jednak stoi mi na drodze parę niedokończonych książek.

Wpadłem dzisiaj w pierwszy i ostatni (mam nadzieję) poważniejszy poślizg, co zdołowało mnie tym bardziej, iż jest marzec. W dodatku rano było sucho i ciepło (stosunkowo oczywiście).

Natomiast czy perkusista rzeczywiście jest utalentowany, to oceńcie samemu. Dla mnie jest.

[youtube http://www.youtube.com/watch?v=7xr82RHyCj8]

12 marca 2010

Pisanie dla czasopisma? Tylko w ramach konkursu! Bracia Grimm. Fotograficzne eksperymenty.

Wiedziony przeczuciem (opartym na nadziei i dobrym dniu) napisałem ostatnio do jednego z nielicznych czasopism, które regularnie pochłaniam. Mniejsza o cytowanie, w każdym razie ładnie i zwięźle poprosiłem, o przesłanie mi adresu, na jaki można przesyłać własne teksty. odpowiedź otrzymałem, nie powiem, jednak... Teksty/recenzje/felietony można było tam wysyłać JEDNORAZOWO i tylko w ramach konkursu. Dla mnie to jak skrzypce w musztardzie. Albo bakalie.

Pisałem kiedyś o grze bazującej na Baśniach Braci Grimm. Dokładniej to pisałem o TU. Pech chciał, że w końcu udało mi się nabyć ową produkcję i... Jak na razie, 3 pierwsze części (gdyż to taka gra w odcinkach) opierają się na schemacie: W, S, A, D, SPACJA i jeszcze raz, jeszcze i jeszcze! Ludzie! Chociaż czuję, że mnie to uwstecznia co najmniej manualnie, gram w nieszczęsną grę gdyż fanem Grimmów jestem wielkim.

Przypadkiem trafiłem na nową stronę jednego z przyjaciół, mieszczącą się pod adresem www.fotoeksperymenty.wordpress.com , jednak skoro on jest anonimowy, to i ja niczego więcej nie zdradzę.

Notkę piszę na szybko, gdyż za parę minut będę w stanie spóźnienia się po Agulę. A'gula tego nie lubi :).

A jak śpiewają Strachy - "Twoje oczy lubią mnie i to mnie zgubi".

11 marca 2010

Pan Nikt – rozdział III - 1.

“Pan Nikt”



(rozdział drugi możesz przeczytać TU)


ROZDZIAŁ III - 1
Kukułcze gniazdo


Zdenerwowanie emanowało z niej na kilometr. Kiedy podjechała na przyszpitalny parking, pośpiesznie zgasiła silnik i wysiadła z auta, nawet go nie zamykając. Była zbyt rozkojarzona. Szybko przeszła przez masywne drzwi prowadzące do korytarza i nie rejestrując się nawet w recepcji, skierowała swe kroki od razu do biura dyrektora.

Drzwi otworzyły się gwałtownie  i wpadła przez nie matka M. Dyrektor ledwo co zdążył wrzucić do otwartej szuflady swoje świńskie pisemko, które aktualnie studiował.
- Ach, witam panią! - podszedł do niej i uścisnął jej rękę - Pani pozwoli.
Mówiąc to, znacząco podsunął w jej stronę krzesło dla petentów. Usiadła. Szczerze mówiąc, to nie za bardzo lubił, kiedy ktoś stał podczas podczas gdy on siedział. Stresowało go to, co oczywiście zwalał na miejsce, którym przyszło mu zarządzać.
- Napije się pani czegoś? - mówiąc to ponownie usiadł za biurkiem.
- Jak to uciekł? - zdawała się nie usłyszeć pytania - Po prostu wstał, wyszedł z zakładu i uciekł?
- Poproszę dwie kawy do mojego gabinetu - mówiąc to, przycisnął guzik interkomu. - Widzi pani, to w cale nie jest takie proste...

Przez chwilę siedział zapatrzony w kalendarz. Z powodu tego całego zamieszania, nie przesunął nawet tekturki wskazującej aktualny dzień tygodnia. Przestawił ją więc na środę i zaczął przedstawiać kobiecie swoją rekonstrukcję wydarzeń.

********
Ten sam szpital.
Sala dla "w miarę kontaktowych".
Wczorajszy wtorek.


Dwaj pacjenci siedzą wpatrzeni w telewizor, gdzie leci nowy odcinek Tańca z gwiazdami. Jednemu z nich ślina zaczyna ściekać po zielonoszarej koszuli. Prawdopodobnie, nie ma to nic wspólnego z występem skąpo odzianej prezenterki pogody, jednak z wariatami nigdy nic nie wiadomo.
- Wytrzyj to, Czarny. - niedbale rzuca trzeci, siedzący w oddali pacjent.
Na sali aktualnie nie ma żadnego sanitariusza ani pielęgniarki. Wszystko jednak jest rejestrowane przez czujne oko kamery.
- Powiedziałem, wytrzyj wytrzyj!
Czarny jednak nie reaguje. Popatrzył niepewnie na M., po czym ponownie skierował wzrok na telewizor.
Drugi "telewidz" przeczuł, że coś się szykuje i pośpiesznie zaczął opuszczać pomieszczenie.
- Ja tylko do toalety... - wyjąkał, kiedy żylasta dłoń, zacisnęła się na jego prawym ramieniu.
- Siad.
Usiadł.

Czarny przelotnie rzucił okiem na zaistniałą sytuację i dalej kontynuował oglądanie. Leciały przecież teraz takie ładne i kolorowe reklamy...
- Zaraz zobaczysz zobaczysz, dlaczego trzeba być posłusznym posłusznym. - rzekł półszeptem M., zabierając dłoń z ramienia kolegi.
Podszedł kawałek w stronę pleców Czarnego.
Jeszcze kawałek...
kolejny...
Momentalnie wyciągnął ze skarpetki idealnie zaostrzony ołówek i wbij go w szyję zaaferowanego reklamami Czarnego. Przy pierwszym ciosie przebił mu prawą część tętnicy szyjnej. Przy drugim - lewą. Następnymi masakrował mu prawy policzek, aż w końcu - przypadkowo - walnął w kość żuchwy i ołówek pękł z cichym trzaskiem.
Czarny nie wydał z siebie żadnego odgłosu.
- Umarł jak przystało na niemowę. - pomyślał M.

- Powiesz coś komuś komuś, to cię zabiję. Rozumiesz?
Trzeci mężczyzna, cały blady i wystraszony gwałtownie pokiwał głowa.
- Cieszę się. Póki póki co, muszę stąd zniknąć zniknąć.

********


cdn.

9 marca 2010

Alicja Tima Burtona - mniej bardziej Lewisowo.

Nawet na premierze filmu, musi siedzieć koło mnie jegomość żrący wszystko, co się do zeżarcia nadaje. Ludzie! Nachapać ryj to można w domu, u babci albo w barze. Jak ja nie lubię, wprost nienawidzę, jak ktoś szeleści przez cały seans!! Na recenzje filmu zapraszam jutro na http://filmowerecenzje.blogspot.com/. W skrócie - film jest przepiękny, Burton idealnie odnalazł się w tym pokręconym świecie. Jedyne mankamenty filmu, to wpływ Disneya (no ale coś za coś) oraz nie do końca (moim zdaniem) określona grupa odbiorców. Dla dzieci za drastyczne, a dla dorosłych za mało... dziwności. Przynajmniej dla fanów wersji McGee'a ;). W każdym razie - jest to film, na który już rezerwuję miejsce w filmotece.

Na koniec, po raz enty polecam książkę - ważne jednak, żeby trafić na dobre tłumaczenie.

W końcu warto poznać cały kontekst tego (i nie tylko tego!) cytatu:

"Aby znowu nie obrazić Susła, Alicja zapytała bardzo ostrożnie:
– A jak długo rysowały one ten syrop w studni?
– Sama odpowiedziałaś sobie przecież na to pytanie – rzekł Kapelusznik. – Od stu dni – rzecz jasna.
– Nie musiało im tam być przyjemnie – zauważyła Alicja.
– Głupiaś – rzekł nagle Suseł, spoglądając z pogardą na Alicję. – Było im wprost s ł o d k o."

oraz słynnego

"Follow the white rabbit."

Źródło: http://pl.wikiquote.org/wiki/Alicja_w_Krainie_Czar%C3%B3w





Wszystkim Czytelniczkom życzę słodkości, szczęścia i uchachachania na twarzy.


WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!



O ile sobie dobrze przypominam, dniukobietowe życzenia życzyłem również rok temu, tak więc nawet nie wiem kiedy, ale zleciał mi już ponad rok na pisaniu :).

4 marca 2010

Pan Nikt - rozdział II.

“Pan Nikt”


(rozdział pierwszy możesz przeczytać TU)


ROZDZIAŁ II
Wariat


Siedział za kierowcą. Zawsze - gdy tylko było to możliwe - siadał za kierowcą, ponieważ wtedy czuł się bezpieczny. W razie gdyby złapał go ON, przy kierowcy miał większą szansę na przeżycie. Co jakiś czas, żeby nie stracić orientacji, oczyszczał szybę przed sobą rękawem, a kiedy już mniej więcej określił gdzie się znajdują, chuchał na nią, by ponownie była "zamglona". Było to bardzo ważne, ponieważ jeśli by tego nie zrobił, ktoś mógłby go bez problemu wypatrzeć. Nawet nie chciał myśleć, jak by się to skończyło. Najprawdopodobniej, gdyby najpierw dorwali go Słudzy Matki - trafiłby ponownie do tego dziwnego szpitala i po raz kolejny próbowałby uciec (co zważywszy, gdzie się właśnie znajdował, wcale nie było takie trudne). Gorzej by było, gdyby jednak złapał go ON.

- Nie, nie nie, nie! - wyrwało mu się cicho.
Siedząca obok kobieta odwróciła głowę.

Tylko nie ON! Co prawda, nigdy go nie zobaczył, jednak co do tego, że jest rzeczywisty, nie miał żadnych wątpliwości. Słyszał go w swojej głowie. To wystarczyło. Wystarczyło, aż nadto. Pamiętał kiedy po raz pierwszy zdał sobie sprawę z jego obecności...

********


Miał wtedy około ośmiu lub dziewięciu lat, w każdym bądź razie, po raz pierwszy przystępował do komunii świętej. Szedł obok jakiejś chudej Klaudii, której nazwisko wyleciało mu z głowy. Szli obok siebie, ręce mieli złożone w modlitwie. Za nimi i przed nimi maszerowały dziesiątki podobnych im par: chłopiec + dziewczynka. Wolno, ale bez zatrzymywania przybliżali się do drzwi kościoła, gdzie czekał na nich biskup ze swoim kazaniem. Jeszcze tylko trzy pary i przekroczą drzwi świątyni. Dwie pary, jedna... W tym momencie świat jakby się dla niego zatrzymał, postacie poruszały się niewyobrażalnie wolno, jego jeden krok trwał w nieskończoność. W tedy też, po raz pierwszy, zdał sobie sprawę z jego istnienia. Nie, nie chodziło o Boga. Usłyszał


********


Wariat już od jakiegoś czasu zaprzestał wycierania szyby, siedział tylko blady i nieustannie poruszał oczami. Chociaż zważywszy na częstotliwość mrugania, musiało się to dziać samoistnie. Sprawiał wrażenie, jakby się w sobie... zagubił, zatopił. Pan Nikt nie znalazł lepszego określenia.
- Chciałbym zamachać mu ręką przed oczami! Po prostu, żeby sprawdzić czy coś do niego jeszcze dociera.- Wiedział jednak, jak dziwnie by to wyglądało, toteż tego nie uczynił.

********


rzężenie, którego nikt inny nie słyszał (a przynajmniej na to wyglądało). Stawało się ono coraz głośniejsze, co w połączeniu z uczuciem spowolnienia świata, było wystarczająco niecodziennym przeżyciem dla chłopaka w jego wieku, więc... zemdlał.

Pamiętał tylko, że przebudził się na zakrystii a ksiądz oraz matka przyglądali mu się uważnie. Twarz matki była cała blada.
- Zupełnie jak moja, kiedy rozległo się to... coś. - pomyślał.
- Kochanie, synku słyszysz mnie?
- Tak, mamo.
- Skarbie! Tak się wystraszyłam... Zaraz przyjedzie karetka, lekarze zrobią ci szybko jakieś badania czy coś...
- Tak, mamo.
- E tam badania! - wtrącił się ksiądz, który odzyskał już swój rezon - Od początku pani mówiłem, że to zwyczajna, choć niecodzienna reakcja na taki piekielny upał, połączona z długim przebywaniem w dużej i dusznej grupie. Nie zapominajmy też, że dla naszego bohatera - w tym momencie lekko zmierzwił chłopcu włosy - jest dzisiaj wyjątkowy dzień! Niedługo, po raz pierwszy przystąpi do sakramentu komunii świętej! Toż to każdemu wolno zemdleć z wrażenia.
- Tak, ma ksiądz rację. Wydaje mi się jednak, że zemdlałem po tym, jak usłyszałem to dziwne... charczenie.

********


Rzężenie, charczenie, sapanie - różnie to nazywał. W karcie pacjenta, którą wypisali mu w tym dziwnym szpitalu, gdzie niedługo po dniu komunii świętej po raz pierwszy zaprowadziła go mama, napisali po prostu, że: pacjent słyszy urojone odgłosy.
- Urojone urojone odgłosy... Co za wariaci wariaci!
Siedząca obok kobieta akurat wysiadała z autobusu. Nikt nie zajął zwolnionego miejsca.

2 marca 2010

Dzwonią dzwonki sań, dwudziestoletni śmieć i ustawianie ustawień w Windows 7.

W ramach przełomowego postanowienia, postanowiłem dzisiaj wrócić do biegania. Tak więc: biegnę, biegnę - psia kupa, biegnę - błoto, biegnę - kupa, biegnę śnieg sypiący z nieba i tego już było za wiele. Na razie nie biegam.

O Przemysławie, który - bagatela - oblał swą miłość benzyną i podpalił, słyszeli chyba wszyscy. Najdziwniejsza w tym jest jednak argumentacja sądu, który zmniejszył mu wyrok, ponieważ Przemek jest za młody na tak długą karę. Racja, przecież Przemek pewnie w głębi serca chciał dobrze... No ludzie!!

Znalazłem na jakiejś stronie ciekawą sztuczkę. Otóż w Windows 7, kiedy stworzymy gdzieś nowy folder i nadamy mu nazwę: "GodMode.{ED7BA470-8E54-465E-825C-99712043E01C}" (bez znaków ") otrzymamy w jednym miejscu dostęp do (chyba) wszystkich niezbędnych ustawień. Sprawdziłem i działa :).
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Najlepsza strona o popkulturze