27 lutego 2010

Klasowe spotkanie i brak prób.

Wczorajsze spotkanie klasowe upłynęło nam między innymi na dyskusji, na temat potencjału (nie mylić z potencją!) Lady Gagi. Chociaż nikt jej oficjalnie nie słucha, to każdy dorzucił coś od siebie. Ogólnie zresztą było fajnie, chociaż jeśli mam strzelać, to było nas tylko 16 % klasy. Znaczy się, procentów było więcej, ale nie tych klasowych. No i byli też goście, w liczbie 3.

Próby w ten weekend trafił szklak, gdyż w całym budynku, gdzie mieści się nasza kanciapa nie ma na razie prądu.

Miłego weekendu życzę :).

25 lutego 2010

Pomoc dla Haiti - Linkin Park, Slash i inni charytatywnie oraz I rozdział Pana N.

Na wstępie, chciałem polecić wszystkim stronę http://musicforrelief.org/. Możemy z niej pobrać (za niewielką dotację - wykonaną kartą kredytową lub przez PayPala) ciekawą płytę, na której znajdują się między innymi utwory Linkin Park, Weezer'a i Slasha. Pieniądze przekazane będą na pomoc dla Haiti. Jak widać, akcja bardzo pozytywna i warta dotnięcia, jak również i ściągnięcia :).

Od dzisiejszego dnia, w każdy czwartek pojawiać się będzie na stronie kolejna część jakiegoś mojego opowiadania, tak więc osoby mające mnie za grafomana, mogą sobie w czwartki spokojnie odpuszczać lekturę tej strony. Chociaż wolałbym nie! Serdecznie zapraszam do zapoznania się z pierwszą częścią publikowanego w ten sposób tekstu. Na początek - wspomniany już niegdyś przeze mnie - Pan Nikt.

"Pan Nikt"


Dla Agatki... Dla mojej Agatki.


7 października 2009 - ?


Myśl jest zapłonem słowa.
- Antoni Regulski


ROZDZIAŁ I
Pan Nikt


Schludnie ubrany mężczyzna, wyglądający na jakieś czterdzieści, czterdzieści pięć lat stał na przystanku. Przed nim, grupka młodzieży szybko dopalała papierosy, a właściwie to jednego, przekazywanego z ręki do ręki. Z tego co zauważył, były to popularne elemy. Tego słonecznego ranka, kiedy pan Nikt w końcu doczekał się swojej kolejki i wsiadł do żółtego busa, pomyślał że nic nie jest w stanie zepsuć mu jego wyjątkowo dobrego - zważywszy na ostatnie wydarzenia - nastroju. Kupił więc bilet u kierowcy i stanął jak wryty, gdyż tak wielkiego tłumu, w tak niewielkim busie jeszcze nie widział.
- No trudno... - pomyślał, po czym wcisnął się pomiędzy starszego mężczyznę a jasnowłosą dziewczynę z plecakiem. Kierowca sprzedał jeszcze kilka biletów (jak ci ludzie się wcisnęli, pan Nikt nawet się nie zastanawiał), po czym odjechał w stronę następnego przystanku.
- Jest tak ciasno, że nie wciśnie się tu już nawet żyletki, więc chyba nawet się nie zatrzymamy... - życie jednak lubi płatać figle, więc kierowca - by nie oddać kilku złotych konkurencji - oczywiście się zatrzymał i wdarły się jeszcze ze 3 osoby. Dopiero, gdy ktoś z końca pojazdu nie wytrzymał i rzucił coś w stylu: - Panie! Przecież tu do cholery nie ma już miejsca! - kierowca niechętnie poinformował czekających na wejście, że za kilka minut będzie jechał kolejny bus. Po tym zaś - odjechał.

Pan Nikt wyłączył się całkowicie, myślał o tym co go dzisiaj czeka w pracy i próbował ponownie wprowadzić się w swój pozytywny nastrój, pomimo...
- No posuńcie się! - krzyczała pulchna kobieta.
- Pani myśli że co? Że my tu leżymy? Sami nie mamy miejsca! - odkrzyknął ktoś z tyłu.
...nieznacznych przeszkód.

Jakieś pół metra od niego, co przekładało się na dwie ściśnięte osoby (a nawet jeszcze kawałek trzeciej), stał ubrany w granatowy garnitur, dżentelmen w średnim wieku. Stał, spoglądał na siedzącą kilka miejsc dalej, młodą dziewczynę i lubieżnie oraz zmysłowo (jak zapewne sądził), czyli zboczeńsko i ohydnie (jak pomyślał pan Nikt) oblizywał swoje spierzchnięte usta. Nie zniechęcił go do tego nawet wyprostowany, środkowy palec tejże dziewczyny, który to skierowała w jego stronę.
- Stary zboczeniec. Stary, zboczony pedofil. Stary...

Nagle, kątem oka, pan Nikt spostrzegł dziwnego osobnika, siedzącego za kierowcą i oblizujący się dziadek całkowicie wyparował z jego myśli. Dziwny osobnik był młodym chłopakiem, miał z 18 lub 20 lat. Pomijając fakt, że jego oczy wykonywały setki ruchów: góra-dół, góra dół (jak w tamtej piosence - pomyślał pan Nikt; i w górę, i w dół, i w górę, i w dół. Był to chyba kawałek zatytułowany Usta, lub jakoś podobnie); pomijając też to, że co kilkadziesiąt sekund czyścił rękawem całą szybę w pobliżu twarzy, by po chwili ponownie ją za chuchać, dziwny był sposób jego mówienia:
- Przepraszam, przepraszam. Która, godzina godzina? Oraz: - Dziękuję, dziękuję, proszę się nie gniewać, nie gniewać.

- Niezły typ - pomyślał pan Nikt. To pewnie jakiś

ROZDZIAŁ II
Wariat



***   Ciąg dalszy nastąpi. W przyszły piątek . ***

21 lutego 2010

Kraina Chichów Jonathana Carrolla, The Twice - reaktywacja, Sunstage i Dziewięć.

Kraina Chichów jest jedną z najlepiej napisanych książek, jakie miałem przyjemność przeczytać. Zdecydowanie ponadczasowy hit! Dawno też nie zdarzyło mi się utożsamiać z jakimkolwiek książkowym bohaterem - Kraina to odmieniła. Książka naprawdę warta przeczytania.

The Twice powróci:D. Prawdopodobnie już niebawem. Będzie lepiej, zgraniej, więcej (chociaż niedosłownie) i dojrzalej. Taką przynajmniej mam nadzieję.

W ten weekend w końcu odbyły się próby Sunstage. Chyba nawet nie jest źle, chociaż przy takiej częstotliwości spotkań, to powinniśmy zmienić raczej nazwę na Zaćmienie.

Dziewięć (nie mylić z 9!) reklamowano jako super film twórcy Chicago, jako jego godnego następcę i inne dziwy. Ja się z tym nie zgadzam! Oczywiście, film nie jest zły i posiada nawet oryginalną fabułę, jednak za Chicago (które z kolei po raz pierwszy obejrzałem na lekcjach TEJ PANI ;) ) to może on co najwyżej nosić skarpetki.

14 lutego 2010

Nowa strona Agatki, Romeo i Julia w reżyserii Baza Luhrmanna oraz walentynki.

Zima wciąż trzyma i trzyma, puszczać nie zamierza. Ja mam dosyć! Potrzebuję słońca.

Agatowa strona przeszła stuprocentową metamorfozę, zresztą najlepiej sprawdzić to samemu ;). Polecam! (www.agatkah.blogspot.com).

Na filmowych recenzjach pojawiła się nowa... recenzja. Tym razem poświęcona filmowi Romeo i Julia, w reżyserii Baza Luhrmanna. Link TU lub po lewej, na dole.

Pomału kończą się walentynki, więc dzisiejsza notka krótka, acz treściwa (mam nadzieję).

Zapoznaję się z Windows 7, jak już wyrobię sobie o nim jakąś obiektywną opinię, na pewno się nią z Szanownymi Czytelnikami podzielę.

11 lutego 2010

Film na walentynki, krótkie podsumowanie: Władca Pierścieni – wersja reżyserska, Oszukać przeznaczenie 4 i Parnasus.

Miałem małą przerwę w pisaniu, na którą złożyło się mnóstwo różnych i podłużnych czynników, więc muszę to nadrobić. Dzisiaj będzie o filmach.

Na początek – improwizowana miniatura walentynkowa, stworzona przez Agatkę i mnie. Zapraszam do obejrzenia.

[youtube http://www.youtube.com/watch?v=9ho8GWLn3Bk]
Co do filmów „z przytupem”…
Dopiero kilka dni temu obejrzałem reżyserską wersję trylogii Władcy Pierścieni (wcześniej oczywiście widziałem – oraz czytałem ;) - ją nie raz, nie dwa, jednak tylko w wersji kinowej) i jestem pod ogromnym wrażeniem. Naprawdę – uważam, iż warto poświęcić jej te kilkanaście godzin ze swojego życia :D.

Film Oszukać przeznaczenie 4 jest jednym z najgorszych obrazów ubiegłego roku. Wad ma nieskończenie wiele – gra aktorska, aktorzy, reżyseria, reżyser :), wykonanie, scenariusz, itp. Jedynym plusem jest humor bijący z idiotyczności dialogów. Czegoś takiego nie uświadczymy nawet w Strasznych filmach. No dobra, uświadczymy. Aż dziwne że w niektóre Heliosy to zakupiły, czego niestety nie zrobiły z Parnasusem.

Parnasus – człowiek, który oszukał diabła. Film podobał się większości moich znajomych, którzy polecali mi go przy każdej okazji. Pomyślałem, że trzeba być na topie ;) i obejrzałem… Film jest dobry, nie powiem. Ciekawy scenariusz, inteligentnie rozwiązany problem śmierci Ledgera i w ogóle w ogóle. Pozostaje jednak pewien niedosyt. Terry Gilliam jest niezwykle utalentowanym reżyserem i ma bardzo oryginalny styl (wystarczy pooglądać go w Monty Pythonie), mógł więc troszkę bardziej postarać się przy tym filmie. Jak powiedziałem – scenariusz jest ciekawy, tak samo jak w ciekawy był ten w Przygodach barona Munchausena (tego samego reżysera). W sumie – jak dla mnie – filmy te są bardzo podobne, przy czym Przygody... zachwycały efektami (jak na tamte czasy) a Parnasus po prostu trzyma poziom współczesnych produkcji. W skrócie: Parnasus nie jest zły i fajnie się go ogląda, jednak jeżeli ktoś nie miał wcześniej styczności z twórczością Gilliama, niech lepiej zapozna się ze wspomnianym już Baronem, rewelacyjnym 12 małp lub kultowym Las Vegas Parano (film ze świetną - jak zwykle - rolą Deppa, w którym zażywa on więcej narkotyków, niż jest w całej książce My, dzieci z dworca ZOO).

Póki co, więcej przerw w pisaniu nie planuję, tak więc zapraszam do regularnego odwiedzania bloga.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Najlepsza strona o popkulturze